Rewolucja w chmurze czy stary ład?

0

Czy tego chcemy czy nie, chmura obliczeniowa przynosi rewolucję w sposobie korzystania z IT. Najogólniej tę rewolucję można scharakteryzować jako odejście firm od kupowania sprzętu teleinformatycznego i skierowanie się w kierunku usług dostarczanych w ramach zwirtualizowanych zasobów.

Powód jest bardzo błahy – zdecydowana większość przedsiębiorców nie potrzebuje kompetencji informatycznych, ponieważ ich biznes jest zupełnie gdzie indziej. Można to dość plastycznie zilustrować przykładem firmy, która zamiast kupić samochód, kupuje silnik, koła i karoserię osobno, wynajmuje halę produkcyjną, zatrudnia fachowców i składa samochody na własne potrzeby. Nikt tak nie robi, prawda? Dzięki chmurze firmy na tej samej zasadzie przestają się zajmować IT, bo to najczęściej nie jest trzonem ich biznesu.

Tę rewolucję potwierdzają również statystyki. Gartner ujawnił w maju 2013 roku globalne dane dotyczące rynku serwerów dedykowanych. Są one nad wyraz przejrzyste: wartość tego rynku w pierwszym kwartale roku 2013 spadła o 5% w stosunku do analogicznego okresu roku 2012. Tracą absolutnie wszyscy: IBM, HP, Dell, Fujitsu czy Oracle. A chmura? Pozostańmy przy Gartnerze, którego analitycy nie mają złudzeń – w roku 2013 rynek ten wzrośnie we wszystkich swoich sektorach (ale wciąż dotyczących chmury publicznej) łącznie o 18,5%, przy czym sam sektor infrastruktury (IaaS) aż o 47,3%.

Główni gracze nasycili rynek infrastruktury tak bardzo, że najzwyczajniej w świecie należy ten cały sprzęt jakoś wykorzystać. W branży mówi się wprost, że wykorzystujemy zaledwie 15% mocy obliczeniowej całego sprzętu, który obecnie tworzy wartość tego rynku. Biznes jednak nie jest szalony i coraz częściej mówi: „sprawdzam”, sięgając po chmurę obliczeniową.

Jedna rzecz w całym tym procesie jest jednak warta uwagi: wartości rynków serwerów i chmury IaaS. Ten pierwszy wycenia się obecnie na około 11,8 mld USD, a ten drugi na około 9 mld USD. Wszystko staje się jasne, prawda? Otóż rynek serwerów to wciąż solidna porcja gotówki do wzięcia. Co więcej, choć jest to rynek kurczący się (na rzecz chmury), to wciąż łatwy do komunikowania, ponieważ kategoria produktu, jaką jest serwer, jest zaszczepiana przez działy marketingu firmom od wielu lat.

Można więc zaryzykować twierdzenie, że rynek serwerów dedykowanych to tzw. easy money, czyli łatwy przychód, z którego najwięksi wcale nie chcą rezygnować, pomimo faktu, że w obliczu chmury kupowanie sprzętu wydaje się bezzasadne. To dlatego właśnie słyszymy często bajki o tym, że chmura jest niebezpieczna, że nie wiadomo, gdzie przechowuje dane, że najlepiej wciąż kupić serwer i codziennie móc sprawdzić, czy migają na nim odpowiednie diody. Działa przy tym prosty psychologizm, który daje komfort i poczucie bezpieczeństwa w sytuacji, kiedy nasze zasoby mają postać fizyczną.

Najwięksi dostawcy wymyślili jeszcze jedną historię, by obronić stary porządek – chmurę prywatną, która pozwala wciąż sprzedawać serwery do klientów, ale wykorzystuje przy tym „buzz” towarzyszący chmurze obliczeniowej. Najczęściej mamy w tym wypadku do czynienia z prostą wirtualizacją zasobów, która ma niewiele wspólnego z przewagami prawdziwych chmur publicznych.

Patrząc na ten rynek z takiej perspektywy zrozumiemy, dlaczego najwięksi wciąż opowiadają mit bezpieczeństwa upostacionowany do posiadania własnej infrastruktury, a z drugiej strony inwestują w chmurę (idealnym przykładem jest IBM, który przejął niedawno SoftLayer – dostawcę cloud computingu). Nie chcą bowiem rezygnować z tortu, który jeszcze nie jest do końca dojedzony, ale rozumieją też, że trzeba szykować siły na inne – być może smaczniejsze – kąski.

Dariusz Nawojczyk, dyrektor marketingu & PR w Oktawave.

PODZIEL SIĘ

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ