Przyszłość wirtualizacji: cloud computing na horyzoncie

0

Wirtualizacja wkracza w kolejną fazę. Do wirtualizacji aplikacji i serwerów dołącza wirtualizacja desktopów, a na horyzoncie coraz wyraźniej rysuje się prawdziwa rewolucja – cloud computing. Co takie rozwiązania oznaczają dla klientów? Czy większe są korzyści, czy też koszty? A może mamy do czynienia z czystym marketingiem? Serwis Virtualfocus zorganizował debatę na temat przyszłości wirtualizacji.

Uczestnicy spotkania (od lewej):

  • Rafał Kwaśny, konsultant, Novell
  • Tomasz Sucharzewski, główny architekt systemów, Grupa TP
  • Marek Świerad, dyrektor regionalny VMware na Europę Środkowo-Wschodnią
  • Artur Cyganek, dyrektor polskiego oddziału, Citrix Systems
  • Rafał Janus, z-ca redaktora naczelnego, Virtualfocus
  • Krzysztof Jakubik, redaktor naczelny, Virtualfocus
Arena Virtualfocus: Przyszłość wirtualizacji - chmury na horyzoncie

Virtualfocus: O wirtualizacji i cloud computing dziś mówi się wszędzie. Co oznacza wirtualizacja, powszechnie wiadomo. Ale czym jest cloud computing – to już nie dla wszystkich jest takie oczywiste. Zacznijmy więc od wyjaśnienia, co dla waszych firm oznacza cloud computing?

Artur Cyganek, Citrix Systems

Artur Cyganek, Citrix Systems: Cloud computing z definicji jest sposobem na rozproszone dostarczanie zasobów i aplikacji jako usług. Jednak z naszej perspektywy ta filozofia może stanowić też platformę usługową dla dużej organizacji czy dużej korporacji, w ramach której udostępniane są różne zasoby. Cloud computing może obejmować dwa obszary – być rozwiązaniem dla wielu różnych niezdefiniowanych użytkowników, jak i dla konkretnej firmy. Pierwsze rozwiązania w modelu cloud computing zaczęliśmy świadczyć już kilka lat temu w ramach działu Citrix Online i celowo tej oferty nie nazywamy oprogramowaniem, lecz usługą online. Użytkownik korzystający z takich usług nie widzi żadnego oprogramowania i nie musi go instalować. Nie wie, gdzie są zasoby realizujące taką usługę, bo wiedza ta nie jest mu do niczego potrzebna.

Marek Świerad, VMware

Marek Świerad, VMware: My cloud computing określamy nieraz jako „software mainframe”. Dążymy do stworzenia rozwiązania, w którym pracownicy firm mogą w prosty i nieskrępowany sposób korzystać z zasobów swojego wewnętrznego centrum danych, a docelowo – także z usług świadczonych przez zewnętrzne centra danych. W ten sposób można realizować dostęp do aplikacji czy usług internetowych, a rozliczać się za czas pracy lub wykorzystaną moc obliczeniową.

Rafał Kwaśny, Novell

Rafał Kwaśny, Novell: Dla Novella cloud computing to kolejne stadium wirtualizacji. Firmy zaczynają od prostej wirtualizacji aplikacji czy serwerów, a później przechodzą do coraz większego środowiska, gdzie mamy wiele zwirtualizowanych systemów i wiele platform wirtualizacyjnych. W tej sytuacji cloud computing umożliwia nam zarządzanie wewnętrzną chmurą w bardziej przejrzysty sposób. Novell kładzie szczególny nacisk na zarządzanie wewnętrzną infrastrukturą wirtualizacyjną i zarządzanie wszystkimi zasobami, które są zgromadzone w firmie.

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: Moim zdaniem, jako projektanta i użytkownika, cloud computing to wciąż pojęcie marketingowe, a jego funkcjonalności są mocno przereklamowane. Teoretycznie istotą takiego rozwiązania jest możliwość oderwania się od platformy sprzętowej. Tylko, że takie technologie funkcjonują już od 30 lat, od czasu, gdy wprowadzono pierwszy model programowania rozproszonego. To, co w tej chwili uchodzi za cloud computing, jest w istocie rozszerzeniem platform wirtualizacyjnych i dodaniem nowych interfejsów programistycznych. Przy dostępnych na rynku technologiach można bez problemu zaimplementować cloud computing i dowolnie go nazwać – wirtualizacja, cloud computing czy inaczej. Na razie nie mamy jednak na rynku aplikacji, które mogłyby skorzystać z takiego rozwiązania. Trudno byłoby sobie wyobrazić bazę danych, która rozciąga się przykładowo na kilkaset węzłów fizycznych albo pracuje np. w Stanach Zjednoczonych, w Japonii i w Polsce, a to według mnie oznaczałoby prawdziwy cloud computing. Wtedy moglibyśmy uruchamiać nasze aplikacje tam, gdzie w danym momencie jest to korzystniejsze np. jest tańsza taryfa za prąd.

Marek Świerad, VMware: Zgadzam się, że cloud computing nie jest jeszcze kompletnym rozwiązaniem. Już jest możliwe stworzenie wewnętrznej chmury obliczeniowej, ale nad chmurą zewnętrzną trzeba jeszcze trochę popracować. Taka technologia będzie dostępna za 2-3 lata. Naszym zdaniem technologię cloud computing trzeba wprowadzać stopniowo. Takie firmy jak Amazon czy Google zdecydowały się podejść do tego tematu dość radykalnie – klient, aby korzystać z cloud computing w ich wykonaniu, musi przygotować zupełnie nową aplikację. Nasi klienci nie muszą pozbywać się starego oprogramowania, potrzebują tylko dodać warstwę wirtualizacyjną. Dlatego wdrażanie takiego systemu potrwa, bo trzeba stopniowo stworzyć całą infrastrukturę.

Rafał Kwaśny, Novell: Do prawdziwego cloud computingu będziemy dochodzić stopniowo, gdyż w tej chwili nie mamy jeszcze wystarczających zasobów sprzętowych i programowych. Jest też jasne, że coraz więcej firm będzie tworzyło nowe aplikacje pod cloud computing, będzie do niego migrowało stare, a punktem docelowym takiej migracji może być środowisko wirtualizacyjne zarządzane przez stosowne oprogramowanie. W takim kierunku zmierzamy, ale wiadomo, że zmiana nie nastąpi z dnia na dzień. Warto też zwrócić uwagę, że zmienia się sposób rozliczania czasu dostępu do serwerów. Nie musimy już płacić za fizyczną maszynę, bo jeśli potrzebujemy systemu na jakiś czas, to możemy wykupić dostęp od odpowiedniego usługodawcy i używać jego systemu do własnych celów. Natomiast jeśli nie możemy sobie pozwolić na wyciek danych poza firmę, tworzymy takie środowisko wewnątrz firmy. Wiadomo, że w dużych korporacjach wszystkie serwery nie są obciążone w 100 procentach. Mamy oprogramowanie, które umożliwia kilku działom dostęp do tej samej farmy serwerów. Działy korzystają z nich w zależności od potrzeb i są rozliczane za czas użycia procesora.

Virtualfocus: Czy duża firma, jak bank czy operator telekomunikacyjny, zdecydowałaby się na zewnętrzny cloud computing, czyli w istocie wyprowadzenie danych poza firmę?

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: To jest bardzo trudna decyzja, trzeba choćby przełamać pewną barierę psychologiczną, związaną z wyniesieniem centrum przetwarzania danych poza własny ośrodek. Poza tym należy dostosować się do obowiązujących aktów prawnych, które niekiedy uniemożliwiają implementację takiego scenariusza. Myślę jednak, że wkrótce taki proces się rozpocznie, już teraz obserwujemy problemy z rozwojem utrzymywanych systemów z uwagi na brak miejsca w serwerowi i brak prądu. Wydaje się, że nie tylko dla nas, ale i dla całego rynku oferta zewnętrznego cloud computingu będzie wkrótce bardzo poszukiwana. Jako duży operator telekomunikacyjny jesteśmy w stanie oferować takie usługi.

Artur Cyganek, Citrix Systems: Chciałbym tylko zwrócić uwagę, abyśmy niekoniecznie łączyli aplikacje z danymi. Jesteśmy w stanie je odseparować, a wtedy nie jest ważne, czy aplikacja będzie dostarczana z zasobów korporacji czy z zewnątrz, pod warunkiem, że dane będą dobrze zabezpieczone w ramach korporacji. Odpada więc problem bezpieczeństwa. Wbrew pozorom taki model nie generuje zbyt dużego ruchu w sieci. Są technologie, które dobrze sprawdzają się w sieciach rozległych, a więc w sieciach o małej przepustowości.

Virtualfocus: Ilu klientów w Polsce jest gotowych na tego typu rozwiązania, pomijając banki i operatorów telekomunikacyjnych?

Artur Cyganek, Citrix Systems: Z technologii, które możemy określić jako cloud computing, będą korzystać nie tylko użytkownicy komercyjni, lecz także indywidualni. Na przykład firma telekomunikacyjna może być naszym klientem jako dostawcy, jednak tak naprawdę klientem jest użytkownik końcowy, który korzysta z usług firmy telekomunikacyjnej. Myślę, że w niedługim czasie operatorzy telekomunikacyjni i telewizyjni będą oferować dostęp do Internetu z różnymi pakietami aplikacyjnymi. Część aplikacji będzie dostępna na zasadzie „płacisz tyle, ile korzystasz”. Będzie można np. uruchomić dowolną aplikację na 5 minut albo wykupić pakiet na rok. Nie jest to tylko wizja. Europejscy operatorzy telekomunikacyjny mają już pilotażowe projekty obejmujące takie rozwiązania. Możemy je umieścić w nurcie szeroko rozumianego cloud computingu.

Marek Świerad, VMware: W Rumunii i Bułgarii funkcjonują już centra danych, w których klient może umieścić swoje wirtualne maszyny albo wynająć miejsce i za określoną opłatą uzyskać np. dostęp do usług internetowych czy aplikacji. Rozmawiamy już z firmami, które chcą wprowadzić taką ofertę na polskim rynku. Myślę, że pojawi się ona już w tym roku. Zapewne oferta będzie w jakiś sposób ograniczona, nie będzie to jeszcze cały wielki cloud computing, ale zmiany na tym rynku z pewnością będą następować.

Virtualfocus: Jakie potrzeby obecnie zgłaszają wasi klienci w kontekście wirtualizacji serwerów, desktopów i aplikacji?

Rafał Kwaśny, Novell: Główna potrzeba wynika ze wzrostu liczby wykorzystywanych aplikacji. Odchodzimy od modelu, w którym na serwerze było kilka różnych aplikacji, a przechodzimy do rozwiązania, w którym na jednym wirtualnym serwerze jest jedna aplikacja. W konsekwencji liczba maszyn wirtualnych drastycznie rośnie, wzrasta liczba wirtualnych aplikacji, a tym wszystkim trzeba jakoś zarządzać i to jest główny problem dla firm. Mówię tutaj o średnich przedsiębiorstwach, które mają własną serwerownię i wdrożyły wirtualizację, czyli już wykonały pierwszy krok i przeniosły część środowiska do wirtualnej postaci. Następnym krokiem jest dla nich uproszczenie zarządzania zasobami. Ale także po stronie stacji klienckich rośnie potrzeba wirtualizacji aplikacji, bo zdarza się tak, że mamy aplikację sprzed kilku lat, która nie działa w nowych systemach operacyjnych. Potrzebujemy więc środowiska wirtualizacji aplikacji, które zapewni klientowi oprogramowanie działające w nowych systemach.

Marek Świerad, VMware: W Polsce większość klientów jest zainteresowanych wirtualizacją serwerów. Wirtualizacja desktopów dopiero się zaczyna, jednak na rynku jest już tyle nowych projektów, że za 2-3 lata stopień wirtualizacji desktopów i serwerów będzie podobny. Rozwój wirtualizacji desktopów hamuje w pewnym stopniu bariera psychologiczna, bo problemów z technologią już nie ma. Ludzie są przywiązani do swoich komputerów, traktują je jak osobiste przedmioty i nie bardzo chcą się z nimi rozstawać. W firmach nie ma tego problemu, większe wątpliwości są po stronie klientów indywidualnych. Myślę jednak, że to będzie się zmieniać, bo ludzie chcą mieć przede wszystkim dostęp do informacji w dowolnym miejscu i czasie, a nie mogą wszędzie nosić ze sobą komputera.


Artur Cyganek, Citrix Systems: Citrix od 20 lat specjalizuje się w wirtualizacji aplikacji, więc w Polsce mamy zdecydowanie więcej użytkowników, którzy korzystają z wirtualizacji aplikacji niż z wirtualizacji serwerów. Obserwujemy również bardzo duże zainteresowanie tematem wirtualizacji desktopów, co nas bardzo cieszy, bo proponujemy model pełnej wirtualizacji – od aplikacji, poprzez desktopy, a kończąc na serwerach. Warto zauważyć, że oferta od jednego dostawcy jest odpowiednio zoptymalizowana i może dać użytkownikowi dodatkowe korzyści. Pełna wirtualizacja nie jest jednak wymogiem koniecznym, gdyż poszczególne technologie, związane np. z wirtualizacją desktopów, udostępniamy w oparciu na dowolnej platformie hypervisora. Jeżeli więc klient chce rozpocząć proces wirtualizacji, może to zrobić niezależnie od technologii, którą posiada.

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: Model, o którym wspomniał przedstawiciel Novella, stosowaliśmy od dawna, tzn. konsolidowaliśmy aplikacje na serwerach klasy enterprise. Takie rozwiązanie miało pewną wadę. Wszelkiego rodzaju prace planowe czy usuwanie awarii było trudne do przeprowadzenia, bo na jednej maszynie pracowało kilka aplikacji, z których każda miała innego właściciela. Akcje serwisowe wymagały uzyskania zgody od właścicieli wszystkich aplikacji jednocześnie. W modelu wirtualizacyjnym jest tak, że możemy dedykować maszyny wirtualne pod aplikacje w trybie jeden do jednego. Wspiera to zarówno technologia wirtualizacji, jak i metody licencjonowania systemów operacyjnych. Większość dostawców systemów operacyjnych oferuje model licencjonowania „per serwer” niezależnie od ilości maszyn wirtualnych. Pojawia się jednak drugi problem. Jest bardzo silna pokusa, by mnożyć systemy operacyjne, z uwagi na łatwość takiej operacji i względnie niewielki koszt. W niektórych firmach liczba maszyn wirtualnych, zwłaszcza desktopów, powiększa się tak szybko, że ludzie zapominają do czego służyła maszyna wygenerowana przed miesiącem. To jest błędne koło, z którego jak na razie nie znaleźliśmy wyjścia.
Drugi temat, którego panowie dotknęli, to wirtualizacja desktopów. Przy wirtualizacji desktopów musimy mieć zapewnioną dwukierunkową transmisję audio i wideo, bo jest ona niezbędna w naszej pracy. Wirtualne desktopy i serwery mają jednak problemy z aplikacjami multimedialnymi i to jest dosyć duża przeszkoda we wdrożeniu, na którą ja jako klient chciałbym zwrócić uwagę.

Virtualfocus: Jakie korzyści mogą mieć klienci z synergii wirtualizacji aplikacji i desktopów?

Artur Cyganek, Citrix Systems: W modelu wirtualizacji desktopów proponujemy oddzielenie systemów operacyjnych od wirtualnych aplikacji. Dzięki temu na wirtualnym desktopie możemy dostarczyć wirtualną aplikację, co generuje olbrzymie oszczędności po stronie centrum danych. Zwiększa również elastyczność i dynamikę pracy z tymi zasobami. Mamy świadomość tego, że wirtualizacja desktopów nie zawsze jest opłacalna. Czasem rzeczywiście warto ją przeprowadzić, ale są obszary, gdzie uzupełnienie o wirtualizację aplikacji jest korzystniejsze biznesowo. W niektórych sytuacjach tylko wirtualizacja aplikacji daje największe oszczędności. Staramy się to uświadomić naszym klientom. Kolejna korzyść z synergii jest taka, że jesteśmy w stanie zapewnić ten jeden sposób zarządzania aplikacjami niezależnie od tego, jaki model wirtualizacji użytkownik wybrał, czy np. korzysta tylko z wirtualnych aplikacji, czy też z wirtualnych desktopów i aplikacji.

Rafał Kwaśny, Novell: Nie zapominajmy o dwóch rzeczach, które są ważne dla przeciętnego użytkownika, tj. o bezpieczeństwie i niezawodności takiego rozwiązania. Jeżeli chodzi o wirtualizację desktopów, to mam wątpliwości, czy posiadamy już tak niezawodne łącza, że jesteśmy np. w stanie dostarczyć użytkownikowi w Katowicach desktop, który jest w Warszawie. Może okazać się pewnego dnia, że on nie może pracować, bo jego komputer jest w Warszawie, a łącze nie działa. Obawiam się więc, że wirtualizacja desktopów nie ma zastosowania wszędzie.

Artur Cyganek, Citrix Systems: Nikt nie twierdzi, że wirtualizacja desktopów sprawdzi się wszędzie, jednak trzeba pamiętać, że sam fakt posiadania fizycznego desktopu nie jest lekarstwem na problemy z łącznością, bowiem dla użytkownika nie desktop jest platformą pracy, tylko aplikacja. Kiedy np. w oddziale banku niemożliwe jest uruchomienie aplikacji w swoim systemie operacyjnym, to jest to taki sam problem, jakby w ogóle nie było tam komputera. Od dawna co drugi polski bank korzysta z wirtualnych aplikacji i osiąga swoje cele biznesowe, co najwyraźniej świadczy o tym, że nie ma tak wielkiego problemu z łączami. Pozostaje tylko pytanie, czy i kiedy – oprócz wirtualnych aplikacji – opłaca się dostarczać również wirtualne desktopy. W naszych rozwiązaniach jest to ten sam protokół i ten sam model zarządzania. Decyzja czy wirtualizacja desktopów jest mu potrzebna należy do klienta. Jak dotąd wielu naszych klientów korzysta z wirtualnych aplikacji, a w tej chwili testują technologie wirtualnych desktopów. Nie twierdzę, że wszyscy widzą jedynie korzyści, jednak obecnie wiele średnich i dużych organizacji analizuje już takie rozwiązania i zastanawia się nad ich wprowadzeniem.

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: Rzeczywiście, wirtualizacja desktopów nie zawsze się opłaca, natomiast możliwość wirtualizacji desktopów i aplikacji dla użytkowników końcowych to bardzo ciekawa oferta. My również analizujemy rynek i jak na razie największy kłopot jest z przekonaniem użytkowników do tego typu rozwiązań. Pojawiają się obawy o bezpieczeństwo swoich zasobów. Należy budować świadomość u użytkowników, że zmiana miejsca przechowywania informacji niesie za sobą wiele korzyści. Myślę, że wcześniej czy później wirtualizacja desktopów rozpocznie się na dobre, zapewne najpierw w USA, bo tam ludzie są bardziej przekonani do tego typu technologii.

Virtualfocus: Obecnie na rynku wirtualizacji firmy Citrix Systems i VMware wypracowały sobie silną pozycję w określonych obszarach, Microsoft w każdym z nich dopiero zaczyna. Citrix Systems ma największe doświadczenie w zakresie wirtualizacji aplikacji, a zaczyna z wirtualizacją serwerów. VMware wywalczył silną pozycję na polu wirtualizacji serwerów, a zaczyna z wirtualizacją aplikacji. Obie firmy są dopiero na początku przygody związanej w wirtualizacją desktopów. Czy można założyć, że ta konstelacja wkrótce zmieni się, a wasze firmy będą oferować wszystkie rodzaje rozwiązań do wirtualizacji i wkrótce będziecie konkurować na wszystkich trzech polach wirtualizacji?

Artur Cyganek, Citrix Systems: Dla mnie nie jest problemem, że koledzy z VMware mają konkurencyjne rozwiązania. Dla obu naszych firm głównym problemem jest to, jak zagospodarować rynek. W 2008 r. wśród nowo sprzedawanych serwerów na świecie zwirtualizowano jedynie – według różnych szacunków – od 9 do 13 proc. Tak więc do zagospodarowania pozostaje około 90 proc. tego segmentu rynku, nie licząc urządzeń instalowanych wcześniej. Zasadnicze wyzwanie, jakie przed nami stoi, to przekonanie użytkowników, aby wykorzystywali świeżo zakupione serwery jako platformę do wirtualizacji. Nie jest problemem to, czy VMware jest trochę droższy czy tańszy, ważniejszy jest pomysł, jak dotrzeć do tego kawałka tortu, który jest do podziału.

Marek Świerad, VMware: Moim zdaniem konkurencja na polu samej wirtualizacji nie jest tak ważna, ważniejszy jest sposób zarządzania wirtualnymi maszynami. Myślę, że docelowo pozostanie 2-3 producentów rozwiązań do wirtualizacji, bo klienci nie będą chcieli pracować na 20 różnych standardach. A co do wspomnianej statystyki wirtualizacji serwerów – wynik tych badań zaniżają takie rynki jak Indie, Chiny czy Rosja, gdzie stopień wirtualizacji jest niewielki. W Polsce czy na Słowenii sytuacja jest zupełnie inna. Po drugie, ważne jest, czy patrzymy na segment małych i średnich firm, czy też na duże przedsiębiorstwa, bo wtedy mamy do czynienia z różnymi danymi. Trzecia sprawa – ile nowych aplikacji jest w wirtualnej maszynie. Prosta statystyka dotycząca wirtualizacji serwerów na całym świecie nie daje pełnego obrazu rynku.


Rafał Kwaśny, Novell: Moim zdaniem główną wartością na rynku wirtualizacji jest właśnie zarządzanie. Jeśli np. mamy 2 serwery i na nich po 5 wirtualnych maszyn, to jakoś sobie poradzimy, ale jeśli używamy 10 serwerów i mamy 100 wirtualnych maszyn, a one jeszcze do tego migrują automatycznie pomiędzy serwerami, to możemy się zupełnie pogubić. Najważniejszy segment rynku stanowią narzędzia do zarządzenia cyklem życia maszyny wirtualnej. Nie jest ważne, jaki wykorzystujemy system operacyjny ani jaka jest platforma wirtualizacji. Nasze oprogramowanie z rodziny produktów PlateSpin umożliwia zarządzanie wszystkimi trzema platformami wirtualizacji i możemy przeprowadzać konwersję między nimi. Jeśli brakuje miejsca np. w farmie serwerów opartych na Xenie, a w farmie opartej na maszynach VMware miejsce jeszcze jest, to możemy tę maszynę przenieść za pomocą oprogramowania i uruchomić ją na nowo. W ten sposób zabezpieczamy się też przed uzależnieniem od jednej technologii wirtualizacyjnej.

Virtualfocus: A zatem walka konkurencyjna rozegra się nie na obszarze technologii wirtualizacji, lecz zarządzania wirtualnymi maszynami? Czy w tej sytuacji jest miejsce na rynku dla innych graczy? Czy będziecie współpracować z firmami, które będą miały konkurencyjne oferty w stosunku do waszych rozwiązań zarządzania wirtualizacją?

Marek Świerad, VMware: Musimy współpracować, bo to jest ważne dla naszych klientów. Citrix i VMware mają wielu wspólnych klientów, którym wirtualizację aplikacji dostarcza Citrix, a my zajmujemy się wirtualizacją serwerów.

Rafał Kwaśny, Novell: Już teraz współpracujemy. Novell ma wspólne z Microsoftem laboratorium i dzięki naszej współpracy równie dobrze wirtualizuje się Windows na naszym Xenie, co nasz SUSE Linux Enterprise Server na platformie wirtualizycyjnej Microsoftu. Z jednej strony tworzymy oprogramowanie do wirtualizacji, ale z drugiej oprogramowanie, które może być wirtualizowane. Dlatego mamy dobrą współpracę zarówno z VMware jak i Microsoftem.

Artur Cyganek, Citrix Systems: Walka konkurencyjna trwa, każda z firm ma swoją strategię i stara się wzmacniać swoją pozycję. Citrix na przykład zdecydował się wprowadzić do oferty produkt do zarządzania wirtualnymi maszynami tylko dla rozwiązań własnych i Microsoftu, bez możliwości zarządzania wirtualnymi maszynami VMware’a.

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: Nie wierzę w istnienie aplikacji, która pozwoli zarządzać wszystkimi typami maszyn wirtualnych i wszystkim typami hypervisorów. Moim zdaniem istniejące platformy będą się nadal rozwijać, bo w interesie każdej firmy jest próba utrzymania klientów przy swoim typie wirtualizacji. Dodatkowo istnieje problem z zapewnieniem wsparcia dla maszyn, która migrują między rozwiązaniami różnych dostawców. Moim zdaniem migracje takie są w tej chwili trudne do realizacji, jest zbyt wiele przeszkód, aby przeprowadzać je efektywnie..

Rafał Kwaśny, Novell: Wsparcie dla systemu, który został zmigrowany, daje producent oprogramowania, które służyło do migracji. Mamy oprogramowanie, które umożliwia migrację pomiędzy trzema wiodącymi technologiami wirtualizacyjnymi. Takich funkcjonalności oczekują klienci. Trudno byłoby przekonać ich do nowej technologii wirtualizacyjnej, jeśli nie umiałoby się zmigrować do naszego własnego hypervisora tego, co klient już posiada.

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: Ale nie zawsze można liczyć na wsparcie danej platformy. Przykładem jest firma Oracle, która przed podjęciem akcji serwisowej wymaga odtworzenia błędu ze środowiska wirtualnego np. z VMware na maszynie fizycznej.

Marek Świerad, VMware: Ta zasada nie jest bezwzględnie stosowana. Mamy w Polsce wielu klientów, którzy używają aplikacji Oracle na naszych wirtualnych maszynach i wszystko dobrze funkcjonuje. Bo jeśli ktoś jest dużym i ważnym klientem, to dostaje wsparcie. Nie jest więc ważne, jaką firma ma politykę, istotna jest praktyka. Zresztą Microsoft stosował kiedyś podobne zasady, a teraz bez problemu wspiera platformy wirtualne. Ostatnio Oracle wykupił Sun, więc nie jest wykluczona liberalizacja polityki licencyjnej.

Virtualfocus: Skoro poruszyliśmy ten temat, czy możecie przedstawić, jak wygląda kwestia wsparcia technicznego w waszych firmach?

Artur Cyganek, Citrix Systems: Mamy jedno autoryzowane centrum supportowe w Polsce w firmie Intertrading z Warszawy. Jest ono rozszerzeniem wsparcia ze strony Citriksa. Oprócz tego działa Europejskie Centrum Wsparcia Technicznego w Dublinie. Klienci, którzy korzystają z naszych rozwiązań, mogą również liczyć na pomoc lokalnego partnera. Nasi autoryzowani partnerzy mają dostęp do centrów supportowych i wspierają klientów w rozwiązywaniu problemów.

Marek Świerad, VMware: U nas funkcjonują trzy centra wsparcia technicznego: w Irlandii, w Indiach i w USA. Dzięki temu klienci mogą liczyć na pomoc 24 godziny na dobę. W Polsce nie mamy lokalnego centrum wsparcia, bo jak na razie nie było wielu zapytań. Jeśli zajdzie potrzeba założenia takiej placówki, to na pewno powstanie. W naszym kraju działa około 120 partnerów, którzy oferują klientom wsparcie przedsprzedażne, a czasami także wsparcie po sprzedaży. Takie firmy jak np. HP, Sun, Fujitsu, Dell również mają centra wsparcia technicznego dla VMware. W takim wypadku ważne jest, gdzie wykupiliśmy licencję. Jeśli np. kupiliśmy ją od HP, to HP również zajmuje się wsparciem technicznym. W razie problemów klient może więc zwrócić się do różnych podmiotów.

Rafał Kwaśny, Novell: Nasza firma ma w Polsce lokalne centrum wsparcia i lokalny dział konsultingu, który pomaga partnerom i klientom podczas wdrożeń i przy rozwiązywaniu wszystkich ewentualnych problemów. Staramy się wszystkie sprawy załatwiać w kraju, jeśli z czymś nie możemy sobie poradzić, mamy do dyspozycji drugą linię wsparcia w Amsterdamie.

Virtualfocus: W jakim zakresie współpracujecie partnerami OEM? Jakie są korzyści z takiej współpracy?

Marek Świerad, VMware: Aby rozwijać wirtualizację konieczne jest nawiązanie współpracy z różnymi dostawcami, jak HP, EMC, NetApp czy Sun, co pozwala uniknąć zależności od jednego producenta. Dla nas współpraca z partnerami OEM jest jednym ze sposobów dotarcia do klientów.

Rafał Kwaśny, Novell: Dzięki współdziałaniu z partnerami OEM uzyskujemy kompatybilność naszego oprogramowania z różnego rodzaju sprzętem. Jest to ważne z punktu widzenia klienta – ma gwarancję, że jeśli kupi serwer danego producenta z naszymi aplikacjami, to wszystko będzie dobrze funkcjonować.


Artur Cyganek, Citrix Systems: Z największymi graczami współpracujemy na różnych poziomach. Na przykład takie firmy jak IBM czy HP są od dawna naszymi partnerami jako integratorzy przy realizacji dużych projektów wirtualizacji aplikacji. W ostatnich 2-3 latach, od kiedy mamy platformę do wirtualizacji serwerów i desktopów, HP i Dell są również partnerami OEM w tym obszarze. Z dużymi firmami podejmujemy wspólne działania na rynku, np. organizujemy regularnie HP Universe, na którym są prezentowane rozwiązania nasze i HP. Podobną współpracę mamy również z IBM.

Virtualfocus: Czy firma, która chce wprowadzić wirtualizację, musi wyczyścić swoje centrum danych i wstawić nowe rzeczy, czy też może odświeżyć starą infrastrukturę? Jakie są w tej chwili wymogi techniczne wobec serwerów i pamięci masowych?

Marek Świerad, VMware: Jeśli firma chce dokonać wirtualizacji, nie musi kupować nowego sprzętu. Taką opcję wybiera zresztą coraz więcej klientów. W latach 2007-2008 użytkownicy częściej decydowali się na zakup nowego hardware’u, jednak wraz z nastaniem kryzysu ograniczają wydatki.

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: Zwykle wcześniej zakupiony sprzęt nie nadaje się do wirtualizacji, bo z reguły ma za małą moc i ograniczoną pojemność pamięci RAM, a rozbudowa takiego serwera jest dość kosztowna. Z naszych doświadczeń wynika, że większość projektów wirtualizacyjnych jest uruchamianych na nowym sprzęcie, często w postaci dodawania kolejnych węzłów w istniejących farmach.

Rafał Kwaśny, Novell: Zachowanie starej infrastruktury jest możliwe, ale nie zawsze się opłaca. Firma musi najpierw ocenić swoje wyposażenie – ile ma serwerów, jakie jest ich obciążenie, jakie zużycie, ile one pobierają prądu. Następnie trzeba policzyć, czy warto kupić dwa nowe serwery na potrzeby wirtualizacji, czy też zostawić dziesięć starych, ale po okresie gwarancyjnym. Myślę, że zakup nowego sprzętu może się opłacić, bo firma zaoszczędzi na ewentualnych kosztach naprawy starych urządzeń.

Virtualfocus: Czy i jakie oszczędności firma może uzyskać dzięki wirtualizacji? Czy rynek w Polsce je zauważa?

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: Oszczędności uzyskujemy na kilku płaszczyznach. Pierwsza jest związana ze sprzętem – oszczędzamy miejsce w serwerowi, mamy mniej połączeń, cała infrastruktura jest bardziej skonsolidowana. Z tym związane jest na ogół niższe zużycie prądu. Są również oszczędności związane z wydajnością pracy. Każda z technologii, o której rozmawialiśmy, oferuje wysoką dostępność maszyn wirtualnych, dzięki temu mamy mniej przestojów aplikacji. Kolejny element to możliwość konsolidacji backupu. Wymaganych jest mniej licencji na oprogramowanie, a na ogół konsolidacja pozwala także skrócić okna backupowe. Warto też wykorzystać technologię deduplikacji, jakie oferują współczesne macierze dyskowe. Zysk polega na przechowywaniu fizycznie jednej kopii systemu operacyjnego, z którego korzysta wiele maszyn wirtualnych. Dodatkowo z uwagi na wspólny model dostępu wydajemy mniej pieniędzy na zarządzanie środowiskiem zwirtualizowanym. Dla nas istotna jest również oszczędność czasu, związana z możliwością szybkiego wdrażania projektów – w razie pilnej potrzeby dodatkowe środowisko wirtualne daje się uruchomić w ciągu godziny, co przekłada się na konkretny zysk.

Rafał Kwaśny, Novell: Użytkownicy zdają sobie sprawę z oszczędności, ale na razie trudno się spodziewać szybkiej, masowej wirtualizacji. Jeśli w firmach dotychczasowy system się sprawdza, nikt nie będzie go nagle zmieniał. Dopiero z czasem, gdy zmienią serwery na szybsze, użytkownicy uświadomią sobie, że nie ma sensu marnować ich mocy obliczeniowej uruchamiając na nich tylko jedną aplikację, skoro można mieć na jednym fizycznym serwerze 10 systemów i 10 aplikacji.

Artur Cyganek, Citrix Systems: To jasne, że wirtualizacja jest opłacalna. Inne opinie wynikają z niewiedzy. Jeżeli ktoś nie chce albo nie potrafi policzyć wynikających z jej zastosowania oszczędności, a bierze pod uwagę jedynie koszty, to zawsze będzie twierdził, że jest drogo. Wystarczy solidna analiza zwrotu z inwestycji w ciągu 1-2 lat, a korzyści stają się widoczne. Przecież nasi klienci, którzy wdrożyli wirtualizację, zrobili to między innymi po to, aby ponosić mniejsze koszty.

Tomasz Sucharzewski, Grupa TP: Obawiam się, że średnie firmy nie zawsze potrafią dokładnie określić biznesowe i techniczne potrzeby wymagane przy wdrożeniu wirtualizacji. W tej kwestii powinni uzyskać wsparcie od partnerów, w postaci bezpłatnych konsultacji technicznych i wykonaniu symulacji na podstawie istniejącego środowiska klienta.

Virtualfocus: Jak próbujecie przekonać klientów, że wasze rozwiązanie jest najlepsze? Zgadzacie się na próbne instalacje, wskazujecie partnerom i klientom co mają robić, aby wdrożenie było efektywne?

Artur Cyganek, Citrix Systems: Prawie zawsze oferujemy klientom proof-of-concept, test albo ewaluacyjne wdrożenie. Udostępniamy testowe wersje oprogramowania, które pozwalają udowodnić, że nasze rozwiązania spełnią zakładane oczekiwania. Na tej podstawie klient podejmuje decyzję. Staramy się więc pokazać użytkownikom konkretne efekty i konkretne liczby już na etapie przedsprzedaży. Niedawno zresztą zrobiliśmy szkolenie dla naszych partnerów, jak korzystać z udostępnionych przez Citrix Systems narzędzi do liczenia TCO i ROI i jak dokonywać analizy korzyści biznesowych.

Marek Świerad, VMware: Tajemnicą naszego sukcesu są referencje. Mamy referencje w każdym dużym banku światowym, w firmach telekomunikacyjnych, w rządach. Często jest tak, że jakiś oddział firmy, do której się zwracamy, już używa naszych rozwiązań. I wtedy nie musimy ich od początku przekonywać. Mówimy: jeden z waszych podmiotów już ma naszą technologię. Zapytajcie ich, jak to działa, a przekonacie się, ile można zaoszczędzić.

Virtualfocus: Jak ważna dla waszych klientów jest różnica w wydajności hypervisora w rozwiązaniach Citrix Systems i VMware? Czy interesują się tym, podejmując decyzję o wirtualizacji?

Artur Cyganek, Citrix Systems: Oczywiście, że się interesują. Zarówno mali, jak i duzi klienci, porównują wydajność pod kątem własnych, konkretnych potrzeb. Między innymi na tej podstawie podejmują decyzję, jaką platformę wirtualizacyjną wybrać.

Rafał Kwaśny, Novell: Hypervisory prawie wszyscy dają za darmo, ale sprzedajemy przecież nie tylko platformę wirtualizacyjną, lecz całe rozwiązanie. Dla klienta liczy się ocena całości. Bierzemy na siebie odpowiedzialność za to, że takie rozwiązanie zaspokoi potrzeby biznesowe klienta, a wydajność hypervisora jest tu tylko jednym z elementów.

Marek Świerad, VMware: Klienci większą wagę przywiązują do tego, ile kosztuje wirtualizacja jednej aplikacji, a nie do hypervisora, bo większość dostaje go gratis.

Virtualfocus: Dlaczego w takim razie VMware utrudnia prasie wykonywanie porównań wydajności? Z oficjalnego dokumentu firmy wynika, że rezultaty testów oprogramowania mogą być opublikowane wyłącznie po akceptacji przez VMware metodologii i wyników.

Marek Świerad, VMware: Jeśli nasze rozwiązania uczestniczą w testach robionych na zlecenie innych firm, to wolimy pilnować, by były robione fair. Obawiamy się, że metodologia testów może być dobrana tak, aby wykazać wyższość rozwiązań firmy – zleceniodawcy. Dla nas ważne jest, aby test był zrobiony solidnie i niezależnie. Myślę, że porównania różnych rozwiązań utrudnia w tej chwili brak standardów wirtualizacji. My próbujemy wprowadzić takie standardy. Być może wtedy, gdy one powstaną, zmieni się polityka naszej firmy.

Virtualfocus: Dziękuję wszystkim za udział w naszym spotkaniu.

PODZIEL SIĘ

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ