Wideokonferencja. Koniec z drożyzną?

0

Sytuacja na rynku systemów wideokonferencyjnych zmienia się niczym w kalejdoskopie. Jeszcze do niedawna wszyscy ekscytowali się rozwiązaniami telepresence. Dziś ich czar prysł.

Producenci systemów wideokonferencyjnych wiązali duże nadzieje z nadejściem nowej ery IT. Przez długi czas sen z ich powiek spędzały horrendalne koszty przesyłania danych w sieciach ISDN. To sprawiało, że wielu potencjalnych klientów nie stać było na korzystanie z usługi przesyłania obrazu. Ale wraz z rosnącą popularnością Internetu i spadającymi cenami łączy problem zniknął. Stopniały też ceny urządzeń i infrastruktury potrzebnej do zestawiania wideokonferencji. Do pracy przystąpili marketerzy prezentując zestawienia oraz kalkulatory wyliczające oszczędności wynikające z ograniczenia podróży. Jednocześnie pojawiły się wyniki badań pokazujących negatywny wpływ służbowych eskapad na psychikę menedżerów. Ruszyła też ostra promocja systemów telepresence oferujących niemal perfekcyjną jakość. Przekazywany w tej technologii obraz sprawia wrażenie, że uczestnik wideokonferencji, przebywający w odległej lokalizacji, znajduje się kilka metrów od nas.
Biznes połknął haczyk. Zestawy wideokonferencyjne przestały być wyłącznie atrybutem bogatych korporacji i instytucji, trafiając do średnich i dużych firm. Rynek wideokonferencyjny jawił się niczym eldorado. W biznes zaangażowało się nawet Cisco przejmując w 2009 roku Tandberga. Lider rynku produktów sieciowych zapłacił 3,4 mld USD za największego producenta systemów wideokonferencyjnych. Nieco mniej mówiło się o transakcji firmy Logitech. Znany producent myszek i kamer internetowych zapłacił 405 mln USD za LifeSize, obiecującego producenta systemów wideokonferencyjnych. Vendorzy liczyli na wielkie żniwa. Na początku szło im całkiem nieźle, ale w ostatnich dwóch latach pola najwyraźniej nie obrodziły.

Telepresence. Jest źle. Nie będzie lepiej?

Pierwszy kwartał bieżącego roku był bardzo słaby dla producentów dedykowanych systemów wideokonferencyjnych. Według danych sprzedaż tych produktów stopniała o 13 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego oraz aż o 22 procent w ujęciu kwartalnych. Do kas producentów w badanym okresie wpłynęło łącznie 563 miliony USD – to najgorszy wynik począwszy od drugiego kwartału 2010 roku. Duże straty ponieśli najważniejsi gracze. Cisco musiało pogodzić się z 17 procentowym spadkiem sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, zaś przychody firmy Polycom stopniały o 11 procent. W pierwszych kwartale 2013 roku Cisco kontrolowało 43 procent rynku, natomiast do Polycomu należało 27 procent. Czy istnieje szansa, że wkrótce rollecoaster wkrótce wystrzeli w górę? To mało realny scenariusz, choć nadziej umiera ostatnia. – Pomimo kolejnego słabego kwartału na światowym rynku systemów wideokonferencyjnych, wciąż dostrzegamy postępującą adaptację rozwiązań oferujących komunikację wideo. Dzieje się to dzięki rosnącej popularności systemów zunifikowanej komunikacji. Coraz więcej użytkowników korzysta z wideokonferencji na desktopach czy mobilnych urządzeniach – tłumaczy Petr Jirovsky z IDC. Wypowiedź analityka nie wróży dobrze dostawcom zaawansowanych rozwiązań. Nie trzeba wsiadać do Ferrari, żeby szybko i bezpiecznie dojechać z Warszawy do Berlina, w zupełności wystarczy Volkswagen Passat. Podobnie jest z wideokonferencją. Przedsiębiorcy nie inwestują w zaawansowane systemy wideokonferencyjne, lecz wybierają tańszą alternatywę, co nikogo nie powinno dziwić. Tym bardziej, że kryzys ukrócił rozrzutność. Potwierdzają to wyniki sprzedaży systemów opublikowane przez Infonetics Research, bliźniaczo podobne do IDC. Niemniej Infonetics Reserach zamieszcza również informacje dotyczące rozwiązań wideo oferowanych w ramach systemów IP PBX. W tym segmencie w pierwszym kwartale 2013 roku odnotowano 116 procentowy wzrost w relacji rok do roku oraz 18 procentowy w porównaniu z poprzednim kwartałem. Czym różnią się dedykowane systemy wideokonferencyjne od IP PBX? W pierwszym przypadku mamy do czynienia z systemami telepresence, zaawansowanymi terminalami, opracowanymi z myślą o menedżerach wyższego szczebla, profesjonalnym zestawami itp. Natomiast systemy IP PBX współpracują z prostymi wideotelefonami czy systemy zunifikowanej komunikacji. Klasycznym przykładem jest najnowsza wersja systemu Lync firmy Microsoft. Oprogramowanie umożliwia zestawianie wideokonferencji HD w rozdzielczości 1080p. Co więcej, integracja systemu z komunikatorem Skype umożliwia łączenie się z każdym użytkownikiem aplikacji, a więc milionami ludzi z całego świata.

Koniec z drogą wideokonferencją?

Wiele wskazuje na to, że motorem napędowym wideokomunikacji będzie cloud computing. Warto zwrócić uwagę, że przez długi czas najpopularniejszą aplikacją sprzedawaną w modelu SaaS pozostawał CRM. Jednak od niedawna prymat w tej kategorii dzierży oprogramowanie do komunikacji i kolaboracji. Gartner oraz Deloitte przewidują, że przychody ze sprzedaży aplikacji w formie usługi przyniosą około 5 mld USD. Swojego rodzaju ciekawostką jest, iż około 70 procent wszystkich przychodów pochodzących ze sprzedaży oprogramowania do komunikacji oraz współpracy należy do rozwiązań oferowanych w chmurze. Trudno liczyć na to, że rosnąca popularność tego typu usług zwiększy popyt na zaawansowane zestawy wideokonferencyjne. Większość użytkowników zadowoli wideokomunikacja prowadzona za pośrednictwem desktopu, tabletu czy smartfona. Czy to oznacza, że dedykowane rozwiązania znikną z rynku? Niezupełnie. – Osoby spędzające przy terminalu wideo kilka godzin dziennie, zaczynają dostrzegać różnicę pomiędzy systemami mniej i bardziej zaawansowanymi. Rozwiązania z wyższej półki oferują wysoką rozdzielczość HD, możliwość oglądania rozmówcy w naturalnych rozmiarach, błyskawiczne zestawienia konferencji za pomocą jednego guzika, zapisu spotkania – tłumaczy Arkadiusz Możdżeń z NextiraOne Polska.
Wiele wskazuje na to, że dedykowane systemy wideokonferencji pozostaną domeną wielkich korporacji, celebrytów, instytucji rządowych oraz szpitali. Choć przez chwilę wydawało się, że uda im się wyjść z niszy. Internet, który miał być motorem napędowym tego segmentu rynku, okazał się zdradliwy, otwierając furtkę tańszym rozwiązaniom.

PODZIEL SIĘ

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ