Nasze produkty są proste, ale bardzo przemyślane

0

Rozmowa z Tomaszem Filipów,
dyrektorem zarządzającym Diskus Polska sp. z o.o.

Jakie były początki firmy i jej droga do dostawcy green IT?


Tomasz Filipów: – Rola niszowego małego dystrybutora w obecnych czasach jest bardzo trudna. Gdy nadarzyła się okazja wejścia inwestora strategicznego – firmy Diskus, ósmego największego dystrybutora w Czechach – zdecydowaliśmy się podążyć w tym kierunku. Diskus wywodzi się z Czech, ma autonomiczny oddział na Słowacji, a w Polsce pojawił się w 2008 r. Świętujemy właśnie pierwszą rocznicę podjęcia współpracy.

Wcześniej skupialiśmy się na dystrybucji nośników danych, systemów składowania i przechowywania nośników oraz ich transportu. Jesteśmy jedyną firmą we Wschodnio-Centralnej Europie, która produkuje etykiety na nośniki magnetyczne na licencji firmy Tri-Optic. Eksportujemy je oczywiście do Czech i Słowacji oraz innych krajów członkowskich UE.

Taśmy magnetyczne, którymi do tej pory głównie zajmowała się firma, nie znikną z rynku, ale ich sprzedaż systematycznie spada. Dlatego od początku postawiliśmy na nowe działy. Świadczymy profesjonalne usługi optymalizacji (OptimizeIT) dla centrów przetwarzania danych związane z green IT, jak również usługi demagnetyzacji, kasowania i utylizacji nośników (Degauss) dostosowane do indywidualnych potrzeb każdego klienta. To rozwiązania przyszłościowe, tym bardziej że w idealny sposób można połączyć usługę ze sprzedażą produktu.

Co spowodowało rozszerzenie oferty na data center?

Tomasz Filipów: – Potrzeba chwili, konieczność poszukiwania rozwiązań nowego rodzaju, rozwiązań przyszłościowych. Na drogę green IT wkroczyliśmy jakieś dwa i pół roku temu, kiedy jeszcze niewielu o tym myślało. Green IT jest bardzo popularnym sloganem( na świecie od 15 lat, w Polsce od niedawna). Widzimy duże możliwości rozwoju w tym kierunku. Słyszałem zarzut, że wszyscy nastawiają się na green. Ktoś wprowadza na rynek przełącznik, który sam się wyłącza, czyli zużywa mniej energii, jest więc urządzeniem green.

My jesteśmy bardzo niszowym dystrybutorem. Skupiamy się na tasiemkach (produktach bardzo niszowych) i zupełnie innych produktach z zakresu green IT. To nawet nie są urządzenia, ale bardzo proste produkty, które pomagają ograniczyć zużycie energii elektrycznej, szczególnie w dużych centrach składowania danych. Nie są to produkty dla małych firm, ale dla średnich i dużych przedsiębiorstw czy korporacji.

Jakie produkty green IT oferowane są w Polsce?

Tomasz Filipów: – Sztandarowym produktem, od którego zaczynaliśmy, jest przepust kablowy KoldLok do podług podniesionych. Nazywamy go „szczotką” złożoną z odpowiednio ukształtowanych profili szczotek o różnym przekroju, różnej długości, montowanych w miejscach, gdzie w centrach przetwarzania danych prowadzona jest klimatyzacja podpodłogowa oraz wyprowadzane są wszystkie kable do zasilania sprzętu, w tym serwerów itd.

Wcześniej z problemem uszczelniania radzono sobie w ten sposób, że otwory zapychano pianką techniczną lub „zamykano” specjalnymi poduszkami, ale te rozwiązania nie spełniały oczekiwań. W przypadku pianki technicznej po kilkakrotnym jej poruszeniu na skutek wkładania i wyciągania kabli do serwerów pianka się kruszyła. To wszystko było wdmuchiwane do serwerów, bo ciśnienie pod podłogą jest dość duże. Z kolei poduszki też nie spełniały podstawowych założeń.

Na podstawie badań Uptime Institute, który skupia w szeregach rzesze m.in. administratorów IT z dużych korporacji USA, wysnuto wniosek, że administratorom w centrach składowania danych najbardziej przeszkadzają tzw. hot spoty i nieprawidłowa recyrkulacja powietrza w data center. 50-80% klimatyzowanego powietrza nie jest w stanie osiągnąć odpowiedniego ciśnienia przepływu ze względu na nieuszczelnione otwory oraz przejścia w podłogach i z tego powodu nie dociera do chłodzonych serwerów.

Tak powstał pomysł na KoldLoka, który dzięki odpowiedniemu uszczelnianiu przejść kablowych zmniejsza zjawisko niekontrolowanego przepływu powietrza i zapewnia poprawę wydajności chłodzenia w data center (zaoszczędzenie około 2 kW mocy chłodniczej). Potem stworzono HotLoka oraz inne rozwiązania.

Rozwinięciem tych produktów są specjalne panele zaślepiające do szaf rackowych o wysokości 1U, 2U, które pomagają zabezpieczyć przednie panele w szafach, żeby obieg powietrza był odpowiedni.

Kolejne rozwiązanie to plenaform – bariery powietrzne montowane pod podłogą, aby powietrze było kierowane w odpowiednie miejsca. Z kolei ostatnio wprowadzone do oferty bardzo ciekawe produkty – kurtyny powietrzne – oddzielają sam segment od reszty otoczenia, co pozwala zabezpieczyć urządzenia przed przegrzewaniem się i odpowiednio je chłodzić.

Klienci doskonale wiedzą, gdzie istnieją hot spoty i zdają sobie sprawę z konsekwencji, jakie niesie ich występowanie. Są świadomi problemów, wiedzą, jak sobie z nimi radzić, nie zawsze jednak mają budżety na zakup odpowiednich rozwiązań. Nasza oferta to nie tylko produkty, ale również usługi. W ramach działu OptimizeIT oferujemy możliwość przeprowadzania analiz w data center. Radzimy, co zrobić, żeby efektywnie wykorzystywać energię.

W jaki sposób szukacie klientów?

Tomasz Filipów: – Nasza oferta zawiera produkty bardzo proste pod względem koncepcji, ale mocno przemyślane. Sama technika ich sprzedaży jest jednak zupełnie inna niż np. w przypadku tasiemek. Tasiemka sama się sprzedaje. A KoldLok? Wygląda jak szczotka. Co w nim jest wyjątkowego? Jak wytłumaczyć jego przydatność?

Sprzedaż odbywa się na etapie projektów. Kontaktujemy się z projektantami, budowniczymi data center, z podwykonawcami, którzy wykonują tego typu instalacje w budynkach, dokonują renowacji, jak również z samymi wykonawcami i użytkownikami końcowymi. Nawiązujemy współpracę z producentami podłóg podniesionych i resellerami czy integratorami urządzeń IT, choć oni nie są w pełni świadomi celu naszych działań.

Idea jest taka, że jeśli duży użytkownik chce wybudować nowe data center lub przebudować istniejące, można tę potrzebę u niego wykreować. Ale taka idea musi wyjść od projektantów – że dobrze by było zainstalować tego typu rozwiązania.

Trzeba zacząć uświadamiać użytkownikom koszty eksploatacji. Bardzo wielu producentów patrzy na koszty zakupu, czyli TCO (Total Cost of Ownership). Ale są to koszty okrojone. Nikt w momencie zakupu nie bierze pod uwagę kosztów eksploatacji. Kupujemy maszynę, jest tania, ale nikt nie patrzy później, ile energii pobiera ona w data center. Wielu klientów dalej podchodzi w ten sposób. Nie analizuje zużycia energii, ani nie dąży do zmniejszenia zapotrzebowania na nią.

Mimo że coraz więcej się o tym mówi, dla wszystkich jednak najbardziej istotne jest, aby urządzenia pracowały, aby wszystkie kontrolki paliły się na zielono. A przecież agregaty mogłyby pracować dużo sprawniej i konsumować dużo mniej energii. Nawet w działających centrach przetwarzania danych można by zastosować rozwiązania energooszczędne, zainstalować urządzenia pomagające usprawnić pracę. Niestety, nie zwraca się na to uwagi.

W data center z jednej strony jest dział IT, który odpowiada za to, żeby wszystko działało, a z drugiej służby zarządzania budynkami, dla których ważne są koszty mediów. Te dwa działy muszą się spotkać wpół drogi i przedyskutować swoje potrzeby. Nie zawsze jednak tak to funkcjonuje.

Jakie są plany na najbliższą przyszłość?

Tomasz Filipów: – Zamierzamy postawić na edukację klientów. Chcemy zainwestować w usługi, żeby uświadamiać użytkownikom, ile mogą zaoszczędzić w bardzo prosty sposób i stosunkowo niewielkim nakładem środków.

W ramach oferty produktów green IT wprowadziliśmy ostatnio na rynek Starline – modułowy, łatwy w konfiguracji system dystrybucji zasilania, czyli produkt, który można stosować latami. To system redundantnych szyn zasilania do serwerowni, który eliminuje korzystanie z kabli zasilających, pomagając uniknąć plątaniny kabli pod spodem itd.

A jaką strategię green IT wprowadzacie we własnej firmie?

Tomasz Filipów: – Oczywiście, dbamy o ekologię. Jesteśmy stosunkowo niedużą firmą, zatrudniamy 8 osób. Nie mamy dużych serwerów które wymagałyby prężnego chłodzenia… Zwracamy jednak uwagę, aby działać ekologicznie, segregujemy odpadki, włączamy sie do różnych akcji (np. „27 sierpnia – wyłącz komputer”).

Czujemy się odpowiedzialni za otaczający nas świat. Staramy się wpływać na ekologiczne postawy pracowników przede wszystkim poprzez rozbudzenie ich świadomości. Handlując tego typu produktami, sami musimy zmienić podejście do pewnych spraw. Musimy pamiętać, że zużyte części gdzieś powinny trafić. Konsumujemy, konsumujemy, a później wyrzucamy odpadki, które gdzieś tam zalegają. Ten problem dotyczy bardzo szerokiego ogółu społeczeństwa.

Nasz dział OptimizeIT powiązany jest z ofertą green IT. Kolejny dział Degauss zajmuje się demagnetyzacją i niszczeniem dysków oraz taśm magnetycznych. Mamy podpisaną umowę z firmą zajmującą się utylizacją. Gdy odbieramy od klienta zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny, przekazujemy go do utylizacji firmie, która posiada odpowiednie do tego narzędzia.

Jakie widzi pan trendy w rozwoju produktów green IT?

Tomasz Filipów: – Wierzę, że świadomość polskich klientów będzie rosła. Na Zachodzie Europy wygląda to dużo lepiej niż u nas. Świadomość jest tam dużo większa. U nas dopiero się rozwija i powoli podąża w odpowiednim kierunku. Teraz wszyscy mówią i piszą, że chcą być green. Mamy kryzys, więc wszyscy powtarzają: oszczędzajmy. A istnieją przecież naprawdę proste metody na osiągnięcie wymiernych korzyści. Niekoniecznie trzeba wymieniać serwer za milion USD, o którym producent pisze, że jest „green”. Czasem wystarczy zastosować bardzo proste praktyki. Zamiast kupować kolejną nowinkę technologiczną, lepiej dokonać np. małej zmiany w infrastrukturze, aby sporo zaoszczędzić.

Świadomość ekologiczna będzie wzrastała zarówno wśród klientów instytucjonalnych, jak i zwykłych użytkowników. Ten trend będzie się bardzo mocno rozwijał. Chciałbym jednak uczulać klientów, żeby rozważnie przyglądali się ofertom i nie traktowali jako ekologiczne produktów niebędących green IT.

Rozmawiała
Elżbieta Jaworska

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ